wtorek, 10 sierpnia 2010

Przymnóż nam wiary - ks. Tadeusz Dajczer

"Dramat o którym świat nie wie"

Matka Teresa wskazała na młodziutką zakonnicę nachyloną nad jednym z chorych: Widzi Pan tę dziewczynę? Niedawno do nas przyszła. Było jej trudno. Dziś rano z nią rozmawiałam. Pytałam, czy zauważyła jak podczas mszy świętej kapłan z wielką czcią i miłością dotykał Jezusa Eucharystycznego. I radziłam, żeby robiła to samo, gdy znajdzie się w domu dla umierających. Mówiłam,że spotka Jezusa w schorowanych  ciałach naszych biedaków. Przed chwila do mnie przyszła. Powiedziała: Matko, dziękuję, bo przez trzy godziny dotykałam Jezusa." Teraz znowu jest przy Nim."
Ta scena jest niezwykle wymowna. Mogę sobie wyobrazić, że stoję przy Matce Teresie, a ona zadaje mi pytanie: czy zauważyłeś, jak podczas Mszy Świętej kapłan z wielką czcia i miłością dotykał Jezusa
Eucharystycznego? I tak bardzo mnie zachęca, żebym robił to samo, gdy będę znajdował się w domu, czy na ulicy,czy w jakimkolwiek innym  miejscu, gdzie będą chorzy, a może nawet umierający - ale nie na ciele, tylko na duszy. Radzi, żebym spojrzał na nich w świetle wiary i zobaczył, że przecież są poranieni, schorowani, a nawet już UMIERAJĄ Z GŁODU BOGA. Ponieważ żyją tak, jakby On nie istniał. A może
spojrzę szerzej i dostrzegę wokół siebie całe rzesze schorowanych, umierających, zdecydowanie większe niż w Kalkucie. I w świetle wiary zobaczę dramat tych chorych, a nawet umierających z głodu Boga dusz. Radzę ci tak samo, gdy będziesz dotykał tych biedaków cierpiących z głodu Boga. Radzę ci to robić z wielką czcią i miłością. Bo jeżeli oni umierają z głodu Boga, to można powiedzieć, że Bóg w nich umiera,
ponieważ wyrzucili Go ze swojej codzienności. Czasami wracają, rzucają Mu jakieś ochłapy, ale nadal mają o wiele wazniejsze od Niego sprawy. Dla nich Bóg jest za mały. A kiedy On jest za mały, to człowiek,
najczęściej nieświadomie, choruje lub umiera z głodu Boga. (...)

To niełatwo jest towarzyszyć komuś, kto choruje, a nawet umiera z głodu Boga. Bo może on uśmiecha się, jest pogodny i nie czuje potrzeby rozmowy
ze mną, ponieważ nie widzi swojego dramatycznego stanu. A może jest raczej ponury, zagoniony i w tym wszystkim, co musi jeszcze zrobić, co osiągnąć, nie ma dla mnie czasu. (...)

A dlaczego z pozoru wygląda to tak normalnie? Ludzie chorzy na ciele jęczą, skarża się, krzyczą... a chorujący na duszy? Gdyby Pan Bóg odsłonił mi rzeczywistość nadprzyrodzoną dusz chorujących na głód
Jego, to może okazałoby się, że otaczają mnie nieustanne jęki (...) I czy taki widok pozwoliłby mi wrócić do moich zwykłych zajęć, zacząć zajmowac się sobą, kręcić wokół własnych spraw? (...)

I może dopiero wtedy zrozumiem, jak niesamowitą tajemnicą jest Eucharystia, jak wielką potęgę kryje w sobie. I że to tylko braki mojej wiary nie pozwalają tej potędze rozlewać się i przenosić ludzi chorujących z głodu Boga do Niego. Gdzie u stóp ołtarza mogliby odzyskiwać i wiarę, i wszystko.

Taką władzę Pan Bóg chce mi dać, skoro pragnie mnie uczynić świętym - kimś kto wreszcie odkrył, że sam w sobie jest niczym. A skoro jest niczym sam z siebie, to Bóg może napełnić go wiarą taką, że stanie
się ona potęgą zmieniającą dzieje ludzi i świata.
***
po więcej zapraszam do lektury :o)